Open Home Foundation, czyli fundacja, która stoi za Home Assistantem i ESPHome, opublikowała stanowisko „Choice in the smart home” („Wybór w inteligentnym domu”). Dokument pojawił się na stronie fundacji 22 października 2026. Opisuje, jak według niej powinni projektować urządzenia producenci i co powinni zapisać w prawie ustawodawcy. To na razie tylko postulaty, nikogo jeszcze nie wiążą.
Czego fundacja oczekuje od urządzeń
Urządzenia inteligentnego domu mają od początku być projektowane tak, żeby współpracowały z innymi systemami. Fundacja wymienia pięć warunków:
- Otwarte oprogramowanie i sprzęt trzeba wspierać licencjami, finansowaniem i innymi środkami, a tam, gdzie się da, oferować darmowe zamienniki płatnych funkcji.
- Otwarte standardy łączności, niezależne od producenta i dostępne publicznie. Inteligentna żarówka powinna porozumiewać się z innymi systemami przez taki standard, najlepiej wbudowany, a co najmniej przez łatwo dostępną przejściówkę w rozsądnej cenie.
- Opisane API i sprzęt. API, które istnieje, ale nie ma publicznej dokumentacji, się nie liczy. Dokumentacja ma obejmować główne funkcje produktu, a ograniczenia są do przyjęcia przy poważnych problemach z bezpieczeństwem.
- Sterowanie lokalne na pierwszym miejscu. Urządzenie, które nie może połączyć się z internetem ani z serwerami poza domem, ma dalej działać lokalnie i to bez „arbitralnych ograniczeń”.
- Niski próg wejścia. Do pierwszej konfiguracji ani do korzystania z funkcji nie powinna być potrzebna aplikacja producenta ani konto na cudzym serwerze.
Przykłady zna każdy, kto śledzi awarie chmur: łóżko, które przegrzewa się albo nie chce się rozłożyć na płasko, kiedy pada internet, ogrzewanie, którym nie da się sterować zdalnie, bo leżą serwery producenta, i kamera przy drzwiach, której aktualizacja zabiera funkcje.
Czego chce od ustawodawców
Trzy punkty są skierowane do polityków. Pierwszy to prawo do współdziałania bez zgody producenta. Osoby prywatne i wszystkie firmy poza największymi miałyby móc przerabiać, ulepszać i rozbudowywać istniejące urządzenia, nie pytając o pozwolenie tego, kto je wyprodukował.
Drugi to zakaz praktyk wymierzonych w klientów. Fundacja wymienia zamknięte platformy, zwodnicze sztuczki w interfejsie służące do śledzenia użytkowników, ceny ustalane na podstawie śledzenia oraz każde wykorzystanie danych z inteligentnego domu przez strony trzecie bez wyraźnej, dobrowolnej i odwołalnej zgody.
Trzeci dotyczy zmian po zakupie. Producent nie powinien móc na stałe usunąć podstawowych funkcji aktualizacją oprogramowania, oprogramowania układowego ani zmianą sprzętu. Wyjątkiem byłoby konkretne, poważne zagrożenie bezpieczeństwa albo problem techniczny, którego nie da się rozwiązać rozsądnym nakładem sił. Jeśli nowa wersja sprzętu działa gorzej albo krócej wytrzyma, trzeba ją wyraźnie oznaczyć, na przykład nową nazwą modelu lub numerem wersji.
Fundacja nie pomija własnego programu
Według dokumentu programy certyfikacji w rodzaju „Works with” trzeba objąć przepisami, żeby nie służyły do arbitralnego ograniczania dostępu ani nie stawały się płatną przepustką na rynek. W przypisie fundacja przyznaje, że sama prowadzi taki program, Works with Home Assistant.
Twierdzi też, że prawo wyboru obejmuje również zamknięte produkty. Nikt nie powinien być zmuszany do korzystania wyłącznie z otwartego oprogramowania czy urządzeń, które łatwo łączą się z innymi, a otwarte systemy, takie jak Home Assistant, powinny starać się współpracować także z zamkniętymi.
Dla użytkowników Home Assistanta treść nie jest zaskoczeniem. O sterowanie lokalne i opisane API projekt upomina się od zawsze. Nowe jest to, że fundacja ma teraz spisaną listę żądań do ustawodawców, na którą może się powoływać w dyskusjach o przepisach.